Czy muzyka współczesna ugryzie?

Czy muzyka współczesna ugryzie?

Tekst napisany do książki programowej Światowych Dni Muzyki we Wrocławiu w 2014 r.

Publiczność festiwalowa – choć bardzo trudno dziś sobie wyobrazić określaną tymi słowami wspólnotę gustów i interesów – opłaca wstęp na koncerty i nabywa coś wyjątkowego, ulotnego. Ulotnego, gdyż przeżycia festiwalowe nie gruntują już tak mocno tożsamości, jak działo się to w czasach młodej Warszawskiej Jesieni, która była jedynym w Bloku Wschodnim oknem szeroko otwartym na świat. Czy nie jest czasem tak, że w dzisiejszej – przebogatej w wydarzenia – rzeczywistości, wybierając się na festiwal czy koncert, ulegamy jednej z wielu ofert: najlepsze zespoły, wybitni soliści, światowej sławy twórcy, prawykonania… I raczej obojętne nam są kryteria, według jakich oceniamy sztukę lub ocenia ją ktoś za nas.

Mimo wszystko przychodząc na koncert z repertuarem współczesnym, poświęcając mu czas i skupienie, zyskujemy głębsze zrozumienie dzisiejszej sytuacji muzyki. Nicolaus Harnoncourt tłumaczył sytuację dawnych kompozytorów, odwołując się do sztuki współczesnej. Każda historyczna sztuka była kiedyś sztuką współczesną – banalny to fakt, ale mimo wszystko trudny do wyobrażenia.

Powiedzmy sobie najpierw szczerze, co dziś dzieje się z tą oswojoną muzyką minionych epok? Sztuka wykonawcza muzyki klasycznej ma dziś poważny problem z przerostem instrumentalnej biegłości. Wystarczy posłuchać pierwszych nagrań dokumentujących grę wielkich wirtuozów przełomu XIX i XX wieku i porównać je z poziomem uczniów średnich szkół muzycznych. Przez ostatnie sto lat klasyczni instrumentaliści osiągnęli mechaniczną precyzję gry. Przygotowujący się do kariery pianista posiada w swych zbiorach nagrania kanonu muzyki klasycznej i romantycznej  dokonane przez kilkunastu najwybitniejszych wirtuozów XX wieku i być może kilkudziesięciu kolejnych, mniej znanych, ale grających na poziomie co najmniej zadowalającym. Konkursy instrumentalne premiujące nade wszystko perfekcję techniki wykonawczej przypominają sportowe zawody. Estetyczno-stylistyczne granice swobody interpretacyjnej muzyki minionych epok są bardzo wąskie. Koncerty muzyki klasycznej przypominają ekspozycję muzealnych eksponatów pozbawionych właściwego kontekstu i komentarza. Konkursowa rywalizacja prowadzi do sterylizacji muzyki i rzadko przyczynia się do jej głębszego zrozumienia. Powracające zwyczajowo pytanie o chopinowski styl staje się dziś paradoksalne: poziom techniczny uczestników Konkursu Chopinowskiego jest tak wysoki, że sam Chopin nie miałby żadnych szans w nim wystąpić.

Siła inercji wielkich instytucji, takich jak filharmonie i uczelnie muzyczne, doprowadziła do krytycznej sytuacji. Kolejny wybitny wirtuoz, po raz nie wiadomo już który, prezentuje na wybitnym poziomie wybitne dzieło. Ta tautologiczna pętla doskonale obrazuje naturę kryzysu klasycznej edukacji i kultury muzycznej.

Powyższe problemy, wydawałoby się, nie powinny dotyczyć muzyki współczesnej, nowej, modernistycznej, eksperymentującej, awangardowej. Tak się jednak składa, że dziś znaczenie tych wszystkich etykiet znacznie osłabło. Minęło bowiem już sto lat od pojawienia się Nowej Muzyki. Powszechny i najczęściej słuszny jest pogląd, że jakiekolwiek zaskakujące rozwiązania są powielaniem pomysłów pierwszej i drugiej moderny, tej z początku i tej z połowy XX wieku. Nowa Muzyka, będąca enklawą kreacji i wolności, wpadła w tę samą, co klasyczny filharmoniczny mainstream, pułapkę. Wirtuozeria klasyczna i nowa (współczesna) to dwa odległe od siebie, bogate i zinstytucjonalizowane światy.  Muzyka klasyczna rozwijała się głównie w wielkich – na owe czasy – europejskich miastach; wyrosła z niej Nowa Muzyka rozwija się dziś wszędzie. W II połowie XX wieku napisano więcej kwartetów smyczkowych niż w całej dotychczasowej historii. Wirtuozi, zespoły, orkiestry potrzebują repertuaru eksponującego ich techniczne umiejętności.

Może należałoby bronić mitu końca historii przynajmniej w odniesieniu do sztuki? Oto mamy do czynienia z zuchwałą romantyczną wolą emancypacji, przełamywania granic, transgresji – słowem: sztuką dla sztuki, która to nadmiernie się wyobcowuje, traci kontakt ze słuchaczem, by na koniec stać się karykaturą samej siebie. Pozbądźmy się jej! Wszystko już było, nastał teraz czas na smakowanie, estetyczną ucztę złożoną z doskonałej muzyki w doskonałych wykonaniach, która wyrosła już ze szczeniackiej ambicji zmieniania świata i przyjęła pokornie rolę umilającej życie rozrywki. Dostarcza za odpowiednią opłatą estetycznych wrażeń: czy to klasycznych, czy barokowych, modernistycznych, awangardowych, alternatywnych, itp. Spory o modernizm, postmodernizm, postęp, akademickość, konserwatyzm, czy pozbawioną alternatyw muzykę alternatywną ciągną się oczywiście dalej, jednakże podejmowanie tych tematów ma już marginalny wpływ na rzeczywistość.

Ale wbrew proroctwom pana Fukuyamy historia, filozofia, kultura nie skończyły się, a jedynie podsumowano kilka ich ostatnich rozdziałów. W kulturze naszej zachodzą historyczne zmiany i trudno będzie się spierać z głównymi sprawcami tych zmian: Internetem, Youtubem, mp3, Googlem, tabletami i smartphonami. To te wynalazki kształtują nasze życie, kulturę i politykę.

Przed wynalezieniem samolotu prawo nadawało na własność zakupioną nieruchomość wraz z rozciągającą się nad nią w nieskończoność przestrzenią powietrzną. Rozpowszechnienie samolotów, które tak bardzo zmieniło i ułatwiło nam życie, nie byłoby możliwe bez gruntownej zmiany tego prawa. Podobne bariery należało przełamać udostępniając ludziom telegraf, fonograf, gramofon, kasetę audio i video, płytę kompaktową, Internet itd. Nie byliśmy w stanie powstrzymać rozbudowy i udoskonalania przemysłu lotniczego – tak samo nie jesteśmy w stanie powstrzymać rozwoju współczesnych technologii, które umożliwiają swobodne rozpowszechnianie tekstów, nagrań, informacji. Dają nam dostęp do bezpłatnej – co dziś niekoniecznie znaczy: gorszej – edukacji, tworzą nowe formy artystycznych interakcji na granicy klasycznych sztuk oraz sztuk nowych mediów i stają się globalną sceną prezentacji profesjonalnej i amatorskiej twórczości.

Narzekamy na rozkojarzenie, obrazkowość i fragmentaryczność myślenia współczesnej młodzieży, ponieważ nie jesteśmy w stanie zaakceptować nowej, obcej nam, na wpół wirtualnej rzeczywistości. Tracimy możliwość jej poznania i dlatego nie dostrzegamy, jakiego rodzaju narrację, złożoność i nowatorskie formy komunikacji stworzyć może rozwijająca się w takich warunkach wyobraźnia. W sztuce zmiany zachodzą zawsze na opak, niewłaściwie, błędnie, naiwnie, ślepo…  I im więcej tego typu zmian nas irytuje, tym bardziej możemy być spokojni o kondycję sztuki.

Jeżeli razi nas perspektywa pisania muzyki przy komputerze zamiast przy fortepianie, czytania osobistych maili przez syntezator mowy, przechowywania książek w czytniku, a nie na półkach – to czas przygotować się na najgorsze; na muzykę, której zalążki już kiełkują w „sfragmentowanej”, skompresowanej, na wpół wirtualnej wyobraźni współczesnych gimnazjalistów. Słysząc ich nowe dzieła poczujemy być może dreszcz odrazy, oszołomienia, niepojętej fascynacji. I zadamy sobie to nieśmiertelne pytanie: czy to jest jeszcze muzyka?

Sławomir Wojciechowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s