Aaron S

„Najciekawszym wydarzeniem festi­walu (obok prezentacji święcącego międzynarodowe triumfy Sideshow Takasugiego) była teatralnie najmniej dopracowana prapremiera Aarona S. – multimedialnej opery, czy też raczej instalacji, której zabrakło spojrzenia scenografa, reżysera światła, inscenizatora, ale udało się uniknąć spowijającej festiwal indyferencji.

Opera przywołuje historię Aarona Swartza, ikony buntu antysystemowego, programisty, publicysty, aktywisty walczą­cego o otwarty dostęp do wiedzy. W 2011 roku Swartz został aresztowany pod zarzutem kradzieży danych za nielegalne pozyskanie z bazy JSTOR artykułów naukowych i ich upu­blicznienie. Po wytoczeniu przeciw niemu oskarżenia popeł­nił samobójstwo. Libretto Pawła Krzaczkowskiego układa tę opowieść z szeregu odłamków: wypowiedzi Swartza zderza z raportami FBI, Procesem Kafki, doniesieniami prasowymi i pieśniami towarzyszącymi powstaniu luddystów w okre­sie angielskiej rewolucji przemysłowej, futurystycznymi zapowiedziami komputeryzacji Charlesa Babbaga. Sławomir Wojciechowski rozpisuje ją na nagrane, przetworzone elek­tronicznie głosy, które wybrzmiewają dzięki oprogramo­waniu i instrumentom skonstruowanym przez Krzysztofa Cybulskiego: przerobionemu na sampler gramofonowi, który umożliwia modulacje wysokości dźwięków poprzez regulację prędkości obrotów płyty: układowi trzech smartfonów obsłu­gujących aplikację Google Translate, wzbogaconych o głośniki i mikrofony, które uruchamiają głuchy telefon rotacji polsko-niemiecko-angielskich translacji; kontrolowanym przez program komputerowy piszczałkom AAS, akustycznego syn­tetyzatora addytywnego, które umożliwiają imitację dźwięku wykonawców, mowy i śpiewu. Na scenie znajdują się ponadto: fortepian, wiolonczela, akordeon i puzon oraz znakomicie obsługujący je muzycy z zespołu LUX:NM, nad nimi wyświe­tlana jest animacja wideo Normana Leto. Przedstawienie układa się z oddzielnych scen, quasi-operowych numerów: dynamicznego ansamblu, monotonnego recytatywu, komicz­nego intermezza i wydłużonej, napowietrzonej finałowej arii.

Precyzyjna, zwarta kompozycja Wojciechowskiego wytrąca narracyjne ryzyko hagiograficznego uniesienia, napinając do granic wytrzymałości zależności pomiędzy uruchamianymi technologiami. Buduje powściągliwą, porażającą powagą i pięknem elegię dla marzenia o podporządkowaniu maszyny człowiekowi. To relacja pomiędzy użytkownikiem, wyko­nawcą, twórcą a przejmującym nad nim władzę narzędziem stanowi temat Aarona S. na kolejnych wczytywanych w ope­rze poziomach: niszczenia maszyn odbierających pracę, hakowania systemu ograniczającego dostęp do wiedzy, zmagania się z opresją państwowej machiny prawno-biurokratycznej, wreszcie uprawiania muzyki rozumianej jako obsługa maszyn i programów. Być może stąd wynika, że najbardziej porusza­jącym momentem całego operowego maratonu Warszawskiej Jesieni okazała się, ku mojemu zaskoczeniu, scena najmniej widowiskowa. Saksofonistka Ruth Velten siedzi na krześle na środku sceny. Przed sobą ma stolik z gramofonem i pulpit z partyturą. Z odtwarzanej płyty dobiega groteskowy, kafkowski monolog prokuratora prowadzącego sprawę Aarona S. – dyskret­ne, wielokrotnie zapośredniczone przez kolejne technologie ucie­leśnienie systemu wiedzy/władzy. Co jakiś czas do czary puzonu, zastępującej gramofonową tubę, Velten przystawia tłumik. Wygłuszając głos przejmuje kontrolę. Ale nawet wtedy siedzi skupiona, zasłuchana, zapatrzona jak pies Nipper ze słynne­go obrazu Francisa Barrauda His master’s voice. Od tego nie można się oderwać”.

Łukasz Grabuś, W operze bez oparów, „Didaskalia” 137/2017

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s